Dziki Wiek. Przesłane zdjęcie

Morska zmiana dla Wild Age

Zaktualizowano: 4 października 2018 r. – 5:24

Co robić w centrum miasta po pracy

Debiutancka płyta Wild Age „Sea of ​​Health” wprowadza w melancholijne brzmienie.

To nie jest muzyka emo, mówi pięcioosobowy zespół alternatywnego rocka z Twin Cities, w przeciwieństwie do większości pop-punkowej muzyki, na której kilku z nich dorastało. Płyta, która ma się ukazać 12 października, jest dziełem ludzi stojących za Wild Age, którzy po studiach mieli kilka lat mniej niż idealnej pracy z czasów Wielkiej Recesji. Potrzebowali zmiany nastawienia po tym, jak poczuli się odizolowani i negatywnie nastawieni.

„('Sea of ​​Health') powstało z okresu ponownej oceny tego, jak wygląda codzienne życie” — powiedział frontman McCoy Seitz. „Pracowaliśmy na stanowiskach, w których nie mieliśmy ambicji i po prostu próbowaliśmy pozbyć się długów”.

Seitz założył zespół w 2015 roku z wieloletnim przyjacielem i multiinstrumentalistą Blairem Ransomem, który dostarcza klawisze, gitarę i chórki dla Wild Age, oraz gitarzystą Mattem Ahartem. Wild Age wydał dwie EP-ki, „Two Palms” z 2016 roku i „Wild Age Goes Crazy” z 2017 roku, z pomocą perkusisty Augusta Ogrena, producenta w Petting Zoo, studiu muzycznym z siedzibą w północno-wschodnim Minneapolis. Minionej zimy do składu dołączył muzyk sesyjny, basista Leng Moua.

Ze stałym składem muzyków zespół wyruszył na nagranie swojego pierwszego albumu. W ciągu mniej więcej czterech miesięcy Wild Age przeszedł od demówek – w tym czterech Seitz nagranych z zestawem perkusyjnym w jego salonie – do nagrania „Sea of ​​Health” na żywo jako zespół z Northeast.

„Wydaje się, że to bardziej skrystalizowana wersja tego, co próbowaliśmy zrobić kilka lat temu” — powiedział Seitz.

„Brzmiało lepiej. To było właściwe. To było naturalne” – dodał Moua.

Przesłane zdjęcie
Przesłane zdjęcie

Album, który nie jest daleki od EP-ki z siedmioma utworami i utworem kończącym, jest pełen brzęczących gitar, melodii z syntezatorami i zdolnego głosu Seitza, który pasuje do serii upokarzających, jeśli nie wrażliwych piosenek. Jest głęboki i wirujący groove, który zasługuje na swoją żeglarską nazwę.

„Sea of ​​Health” to przystępny rock'n'rollowy album wywodzący się z faktu, że ta piątka starała się tworzyć chwytliwe piosenki z „popową wrażliwością”.

„Dla nas skomplikowaną częścią było ustalenie, co jest haczykowate” — powiedział Moua.

„I bycie gustownym” – dodał Seitz.

Rzemiosło sprowadza się do dynamiki zespołu i tego, jak każdy z muzyków słucha się nawzajem, co, jak powiedział Ransom, pomaga sprawić, by wielkie chwile były duże, a małe, cóż, małe.

„Ludzie mówią:„ Naprawdę możesz usłyszeć każdy instrument i każdy instrument ma swoje miejsce ”- powiedział.

„Saint Norman” ze swoją chwiejącą się melodią porównuje byłego i kota, którzy zostawili swój ślad w poprzednich związkach („Wszystkie strupy, które zostawiłeś po czasach, gdy wbiłeś pazury zbyt głęboko / przypominają mi, gdy pękają i krwawić").

Tytuł płyty pochodzi z następnego utworu, „Vitamin”, który, jak to ujął Seitz, opowiada o nim „negatywnym nastawieniu do innych ludzi, którzy robią rzeczy, które sprawiają, że czują się dobrze”.

Wild Age zagra koncert w First Avenue's 7th Street Entry w czwartek, 11 października o 7:4 z Lucid Vanguard, alternatywnym zespołem folkowym z Minneapolis i gitarzystą The XNUMXontheflor, Nickiem Costą.

Fizyczne kopie „Sea of ​​Health” będą dostępne na koncercie dla osób powyżej 18 roku życia. Więcej muzyki Wild Age można znaleźć na stronie wildagemusic.com.

Zdjęcie autorstwa Dana Normana
Zdjęcie autorstwa Dana Normana

To żyje!

Opowieść o Frankensteinie — lub, jak przypominam ci, takim jak ja, anglistyce, jego potworze — po prostu nie umrze.

I nie bez powodu. W tym roku przypada 200. rocznica powstania definiującej gatunek powieści Mary Shelley o naukowcu i jego niezrozumianej, jeśli nie niesławnej twórczości.

Minęły również trzy dekady, odkąd lokalna dramatopisarka Barbara Field zaadaptowała historię potwora dla teatru Guthrie, który obecnie wystawia na nowo „Frankenstein – igranie z ogniem”.

sieć frankensteinaField, członek-założyciel miejskiego Centrum Dramaturgów, łączy czas i przestrzeń na scenie, umieszczając Victora Frankensteina i stwora na „szczycie świata” — za kołem podbiegunowym — gdy oglądają historię stworzenia od dorastania Victora do błyskawicy w jednej butelce. Oba umysły debatują nad samym istnieniem, dobrem i złem, przedmiotem i przedmiotem swoich etycznych skrajności. Jak Field pamięta, jak powiedział byłemu dyrektorowi artystycznemu Garland Wright, sztuka zawiera dialog, którego Shelley nigdy nie napisał między Frankensteinem a potworem.

„Ożywiającym duchem tej sztuki jest głód nauki i wiedzy, który motywuje pytania, które ci dwaj staruszkowie zadają sobie nawzajem. Zadajemy dzisiaj te same pytania, więc jest to bardzo na czasie” – pisze w przewodniku.

Scenograf Michael Locher, projektantka oświetlenia Cat Tate Starmer i zespół kreatywny stworzyli scenografię, w której niesamowita natura Frankensteina tworzy się z postrzępioną falą skał i lodu, która jest nieruchoma, ale czasami wydaje się równie żywa jak postacie. Niebieskie i czerwone światła oznaczające słońce i arktyczny lód zmieniają się w zielone i fioletowe, nadając scenie zupełnie inny charakter w ułamku sekundy. Geometryczne światła dodatkowo odróżniają to, co wydaje się być życiem i doskonałą naturą.

Oglądaj „Frankensteina” do 27 października na scenie Guthrie's Wurtele Thrust. To filozoficzny sposób na rozpoczęcie sezonu Halloween.